W Sztokholmie od rana pada deszcz - narracja przygodowo-obyczajowa (nie mylić z Berlinem).
W Sztokholmie od rana pada deszcz. Taki drobny, uparty, który nie spada z nieba, tylko jakby unosi się w powietrzu i wnika we wszystko po trochu: w płaszcze, w bruk Gamla Stan, w myśli ludzi czekających na światłach. Miasto brzmi inaczej, kiedy pada — tramwaje syczą ciszej, woda szturcha z lekka dźwięki, a kroki przechodniów stają się bardziej ostrożne, jakby każdy bał się zbyt głośno zaznaczyć swoją obecność. Marta zatrzymała się pod markizą małej kawiarni przy Hornsgatan. Była tu pierwszy raz od lat i miała wrażenie, że Sztokholm nie tyle ją wita, co sprawdza: czy pamięta zasady, czy umie jeszcze chodzić po mokrym kamieniu, czy potrafi nie zadawać zbyt wielu pytań. Wyjęła z kieszeni złożoną kartkę — adres zapisany pośpiesznym pismem, lekko rozmazanym, jakby autor pisał go w biegu albo w deszczu bardzo podobnym do tego dzisiejszego. Kawiarnia pachniała kardamonem i mokrą wełną. Za barem stał mężczyzna o siwych i szatynowych włosach związanych w krótki kucyk, czytał gazetę i uda...