Przygoda młodego polaka w mieście Turyn w jesienią roku 2014 - zatrzymanie przez służby cywilne na szczerym polu, mecz piłkarski, nielegalne wyścigi samochodowe i krzyki poza miastem.

 przygoda młodego polaka w mieście Turyn w jesienią roku 2014 - zatrzymanie przez służby cywilne na szczerym polu, mecz piłkarski, nielegalne wyścigi samochodowe i krzyki poza miastem.


Turin Vintage Car: gettyourguide.com

                                 
 





Brzmi jak zarys opowieści — więc wskakuję w to i rozpisuję historię. 🇵🇱🍂🇮🇹


Przygoda młodego Polaka w Turynie, jesień 2014

Jesień w Turynie miała zapach mokrych liści i spalin. Arek przyjechał tu z plecakiem, kilkoma euro w kieszeni i naiwnym przekonaniem, że Europa Zachodnia wszystko wybacza. Miał dwadzieścia osiem lat i więcej ciekawości niż rozsądku.

Pierwszy tydzień minął spokojnie — espresso przy barze, spacery wzdłuż Padu, miasto powoli odsłaniało swoje arkady i place. Wszystko zmieniło się po meczu.

Juventus grał u siebie. Stadion wrzał, a Arek dał się porwać tłumowi. Krzyki, flagi, śpiewy, obcy ludzie klepiący go po plecach, jakby znali się od lat. Po końcowym gwizdku nie chciał wracać do hostelu. Ktoś zaproponował „prawdziwy Turyn, poza miastem”. Brzmiało niewinnie.

Samochód zjechał z asfaltu na drogę, która kończyła się… niczym. Szczere pole, mgła, pojedyncze światła w oddali. Silniki ryknęły. Nielegalne wyścigi — szybkie auta, zakłady szeptane po włosku, adrenalina gęsta jak dym papierosowy. Arek stał z boku, serce waliło mu jak po sprincie.

I wtedy pojawili się oni.

Nie mieli mundurów. Tylko ciemne kurtki, krótkie komendy i spojrzenia, które nie zostawiały miejsca na pytania. Służby cywilne. Ktoś krzyknął. Ktoś uciekł. Samochody zgasły jeden po drugim. Arek został — zbyt zdezorientowany, by ruszyć się z miejsca.

– Dokumenti – padło krótko.

Paszport trząsł mu się w dłoniach. Tłumaczył połamanym włoskim, że turysta, że mecz, że nie wiedział. Jeden z mężczyzn spojrzał na niego długo, jakby oceniał nie jego słowa, ale intencje.

Wypuścili go po godzinie.

Wracał pieszo, przez ciemność, słysząc gdzieś daleko krzyki — nie wiadomo czy radości, czy gniewu. Miasto świeciło w oddali i przyciągało do siebie jak magnes i ostrzeżenie jednocześnie.

Następnego dnia spakował plecak.

Turyn niczego mu nie zabrał, ale dał lekcję: że przygoda bywa cienką granicą między historią do opowiadania a problemem, którego lepiej nie mieć.

Co z Arkiem?
Do dziś pamięta jesień. I dźwięk silników, które zgasły.


Jeśli chcesz:

  • wersję bardziej mroczną, albo zmiennokształtnych,

  • krótsze opowiadanie albo scenariusz filmowy,

  • albo dokopcone autobiograficznym realizmem — informuj 😉

generated for free internet with https://chatgpt.com/
posted: Thomasz Pietrzak.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Weź się w garść człowieku czyli scientific project

Zwierzęta od A do Z.

(2009) Dzikie ziemie na wschód od Ouroumtsi, o których się nie mówi